PL  |  EN
Zaloguj / Zarejestruj Dla usługodawców

Wyszukaj Usługodawcę

Wyszukaj po dacie:
Jaki był ten rok? Co darował, co wziął …. ?

Jaki był ten rok? Co darował, co wziął …. ?

Jestem raczej analogowa. Czytuję tylko papier, żadnych czytników czy prasy on-line, nie udzielam się w mediach społecznościowych…. Mam FB i IG od dawna, ale raczej do obserwowania niż aktywnej działalności. Przez długi czas uznawałam, że nagranie siebie na instastories chyba by mnie zabiło. Użytkując komputer wiele rzeczy, które można by zautomatyzować robię na piechotę, miesięczne wydatki podliczam ręcznie. Długo bym tak mogła wymieniać i uznałabym że to moje przeznaczenie, gdyby nie fakt, że różnorakie aplikacje prześladują mnie od dawna …

Pierwszy portal wymyśliłam chyba ze 20 lat temu. Z przyjaciółką zza biurka (w pracy) wymyśliłyśmy koncepcję portalu dla niań. Taką żeby mogły tam się rejestrować, opowiedzieć coś o sobie i obwieścić małym ludziom i ich rodzicom, że są do wzięcia. I że są świetne. Żadna z nas nie miała wtedy dzieci ani pojęcia o rynku niań w Polsce, ale obie czułyśmy, że jest potrzeba jakiegoś takiego zebrania ich do kupy…. Przegadane miałyśmy już wtedy absolutnie wszystko. Nie pamiętam co nas pokonało. Chyba kwestia ich zatrudnienia i zalegalizowania ich pracy. Sprawa umarła śmiercią naturalną… parę lat później jakiś człowiek wpadł na ten sam pomysł. Tyle że jemu nie zabrakło tej determinacji, której my nie miałyśmy i doprowadził sprawę do końca. Nie mam pojęcia, jak rozwiązał kwestie których my rozwiązać nie potrafiłyśmy, ale dziś portal nainia.pl hula jak zły i korzystała z niego prawie każda mama, która pomyślała kiedykolwiek o znalezieniu kogoś fajnego do opieki nad swoim dzieckiem. Pewnie nawet takich portali jest dziś więcej. Nie wiem. Nie sprawdzam tego, bo i tak jestem wściekła za mój brak odwagi, siły i samodyscypliny żeby doprowadzać pomysł do fazy życia.

Druga apkę wymyśliłam dużo później. Miała to być aplikacja pomagająca uporządkować zawartość szafy. Były to czasu bumu sieciówek, nadmiernego konsumpcjonizmu, kiedy trend „zero weste” jeszcze nie istniał. Tonęłam w ciuchach i wciąż nie miałam się w co ubrać. Marzył mi się program, w którym mogłabym skatalogować wszystkie swoje ubrania i który łączyłby poszczególne części mojej garderoby w tak zwane sety. Tu poszłam trochę dalej niż w przypadku niań, bo nawet zdążyłam obwieścić ten pomysł paru osobom i rozrysować sobie wszystko na kartce papieru. Zaczęłam nawet rozglądać się za jakimś programistą. Co mnie pokonało tym razem? Oprócz własnej niemocy i lenistwa? Chyba kwestia robienia fotografii (tych ubrań) bez tła. Nie wiedziałam jak to ugryźć, a zamiast zapytać kogoś mądrzejszego o taką pierdołę … odpuściłam. Dziś takich apek jest co najmniej kilka, a mnie znowu krew zalewa że to nie ja jestem ich twórcą.

Dlatego, kiedy wpadłam na pomysł KUUMY, nie dałam sobie nawet minuty na zwątpienie, a wszystkie wątpliwości rozwiązywałam zamiast załamywać ręce.  Historię zakiełkowania pomysłu w mojej głowie, już kiedyś opisywałam (https://kuuma.pl/blog/na-co-komu-kuuma).

Po krótce jednak, dla tych którzy nie czytali… Skończywszy wiele lat temu szkołę makijażu i charakteryzacji nie wiedziałam jak szukać klientek i gdzie pokazywać swoją pracę. Nie stać mnie było na własną stronę www, a fejs nie hulał jeszcze tak mocno w tym temacie. Poradziłam sobie jakoś, ale gdybym znalazła wtedy miejsce w sieci, które daje makijażystkom przestrzeń na zamieszczenie swojego portfolio nie wahałabym się ani chwili. Wiele lat później uradziłam dziecko i stanęłam po drugiej stronie problemu. Nie miałam gdzie szukać dziewczyn, mobilnych specjalistek które w zaciszu mojego domu, podczas drzemki mojego dziecka opiłują i pomalują mi paznokcie. Albo kogoś ktoś przyjedzie z łóżkiem i zrobi mi masaż… Wiedziałam że takie usługi są świadczone, ale nie znalazłam w sieci ani jednego miejsca gdzie miałabym wielu specjalistów spośród których mogłabym wybrać, kliknąć, umówić się i czekać. Dodam, że nie znoszę dzwonienia i rozmawiania przez telefon. Więc opcja poszukiwania w sieci i umawiania się poprzez sieć wydawała mi się idealna. Pomysł zakiełkował wtedy gdzieś z tyłu mojej głowy, ale do zapłodnienia jeszcze nie doszło…. Chwilę później czytając jakąś babską gazetę trafiłam na wywiad ze znaną amerykańska aktorką, która opisując swój dzień, gdzieś miedzy wierszami stwierdziła: „… a jak mam tego dnia wielkie wyjście, makijaż zamawiam przez Internet na privet.com..” albo jakoś tak.

I wtedy mnie olśniło… Mój boże jakie to jest genialne….

Był grudzień 2017 roku. W styczniu 2018 miałam już założoną działalność gospodarczą i pisałam wniosek o wsparcie do jednej z instytucji parających się taką działalnością. I choć doszłam do etapu przedstawienia swojego pomysłu przed szanowną komisją to finalnie nic z tego nie wyszło….

Powiedziałam: „NIC”???!!!

Och nie!! Wypełnienie długiego i dość złożonego wniosku zmusiło mnie do sprawdzenia wielu rzeczy, przemyślania wielu kwestii, zbadania rynku i popytu, policzenia przychodów, zdefiniowania kosztów…. W życiu nie doszłam tak daleko w swoich przedsiębiorczych zapędach. Czułam się zwycięzcą przez sam fakt, że wiem jak to wszystko ogarnąć a pomysły same pchają się pod pióro.

Budowę KUUMY rozpoczęłam od znalezienia fajnej firmy, która zrozumie moją wizję i zbuduje portal, tak jak go sobie wymarzyłam. Umowę podpisaliśmy w marcu i zaczął się długi, skomplikowany i trudny okres budowy portalu. Trudno w dwóch zdaniach opisać wszystko  co trzeba było przemyśleć, przewidzieć, połączyć, nie zapomnieć, uwzględnić i przetestować. Dość powiedzieć, że w kwietniu rzuciłam prace na etacie bo nie ogarniałam wszystkich historii na raz. Nie będę nawet się starać się tego opowiadać  bo w sumie po co? Misja zakończyła się w lipcu. Portal „stanął” a ja patrzyłam na to moje nowe dziecko i nie mogłam uwierzyć że moja wizja nagle stała się produktem z krwi i kości. Że jest, że działa. I że taka jest piękna. I taka funkcjonalna. I że pomyślałam o wszystkim. I że starczyło mi sił i cierpliwości żeby ją budować. I pieniędzy …;))

 

I dokładnie wtedy kiedy chciałam otworzyć wino, stuknąć kieliszkiem o kieliszek wpierających mnie ludzi okazało się że zbudowanie portalu to początek początków moich starań o jego działanie.

 

Dziś na KUUMIE zarejestrowanych jest kilkudziesięciu usługodawców, ale raczej bliżej 30 niż setki… A liczyłam na to że w momencie jej startu będzie ich tam minimum 200. Czy to jest problem? Będę szczera. JEST. I nie chodzi mi tu o kwestie zarobku. Zwyczajnie i po ludzku brak sukcesów podcina skrzydła i czasem ściska za gardło.

Wiem, że KUUMA powoli, powolutku ale konsekwentnie pnie się do góry. Ci, którzy zdecydowali się założyć profil na KUUMIE piszą i meldują o pierwszych zamówieniach po kilku miesiącach posuchy. Sama miałam już kilka zleceń wykonania makijażu, choć swoje konto zakładałam raczej testowo. Zaczęłam łapać fajny kontakt z usługodawcami na KUUMIE zarejestrowanymi. Dzięki temu wiem jakie kwestie sprawiają im najwięcej problemu i staram się wychodzić im naprzeciw. Pomysły dwoją się i troją w mojej głowie gotowe wyskoczyć na świat, ale czasem brak czasu na zrobienie wszystkiego od razu. Już niebawem wdrożę w życie nowe funkcjonalności, które sprawią że KUUMA będzie bardziej kompletna niż kiedykolwiek myślałam że będzie. Na tchnięcie życia oczekują kącik porad prawnych dla działających mobilnie specjalistów branży beauty bo uzbierałam bank co najmniej kilkudziesięciu zagadnień, które spędzają Wam sen z powiek, a które tak naprawdę jesteście w stanie ogarnąć w godzinę. Dzwonią moje koleżanki i mówią że chętnie by zamówiły usługę, ale czegoś tam nie wiedzą. Wszystko zbieram, pisze, opracowuję i wdrażam kolejne poprawki które windują KUUMĘ wyżej i wyżej. Poznałam tylu ludzi z pomysłami i chęcią działania, że jak uda mi się zrobić wszystko to co wspólnie opracowaliśmy KUUMA stanie się dokładnie tym co sobie wymarzyłam. Jak to mawia młodzież: to będzie SZTOS !!!

A zatem.. jaki był ten rok? Co darował, co wziął?

BYŁ trudny i wymagający. Był stresujący. Po brzegi wypełniony pracą, zadaniami, siedzeniem przed komputerem i pisaniem, pisaniem, pisaniem. Wiele razy podciął skrzydła. Kilka razy utarł nosa. Nie pozwalał spać. Kazał czytać, uczyć się nowych rzeczy i przyswajać do tej pory rzeczy nieprzyswajalne (analogowa jestem jak mówiłam). Kazał wychodzić ze strefy komfortu. Ale BYŁ też produktywny, interesujący. BYŁ jakiś.

Co DAROWAŁ? Ciekawych ludzi. Wiedzę. Doświadczenie. Poczucie, że jak się czegoś bardzo chce to można. Tylko we wszystko trzeba włożyć dużo (bardzo dużo) pracy. I serca. Darował wiedzę, że motywacja to pies i że lepiej zastąpić ją żelazną dyscypliną. Darował umiejętność planowania i wdrażania w życie celów. No i darował mi KUUMĘ. Moją przyszłość. Waszą przyszłość. A nie boję że marzyć, że nawet przyszłość rynku health&beauty.

Co WZIĄŁ? O losie….. od roku nie byłam ani razu na siłowni (a kochałam to). Ani razu nie biegałam (a kochałam to jeszcze bardziej). Utyłam 5 kilo…. (ale miało być co wziął, a to raczej darował;) Przeczytałam znacznie mniej książek niż w każdym poprzednim roku. Zabrał wiele godzin z naszej doby i spokojny sen.

KUUMA okazała się wymagającym dzieckiem. Cóż … jak każde roczne dziecko właśnie uczy się chodzić…  Ale powiem Wam w tajemnicy że stąpa coraz pewniej. I jestem pewna że kiedy tylko wyjdzie z wieku niemowlęcego i wkroczy w osławiony bunt dwulatka nic jej już nie zatrzyma. A jak tylko stanie się rezolutnym trzylatkiem, jej matka sięgnie po ciekawą powieść i będzie się w niej zaczytywać pedałując wściekle na rowerze treningowym w jakimś miłym fitness clubie ;)

I tego właśnie życzę sobie na nowy rok: żeby moje półroczne obecnie dziecko, o wdzięcznym imieniu KUUMA osiągnęło dorosłość. 

 

 

Komentarze

    Ten wpis na blogu nie ma jeszcze komentarzy

Zaloguj się by dodawać komentarze!

Zaloguj się by ocenić wpis